Dorota – Kobieta z pasją


Dorotę znam od około dziesięciu lat, jest dla mnie uosobieniem kobiety spełnionej, żyjącej z pasją, kochającej ludzi, lubiącej odkrywać nowe rzeczy.
Z historii ludzi można dowiedzieć się więcej niż z książek, dlatego poprosiłam Dorotę aby podzieliła się z nami jej życiową mądrością i doświadczeniem. Mam nadzieję, że Wy też znajdziecie dla siebie coś inspirującego w jej historii.

Spotykamy się w kawiarni na Warszawskiej Woli, jest mroźny poranek, który większość z nas najchętniej spędziłaby w domu pod kołdrą. Dorota (na zdjęciu pierwsza z lewej) jednak jest już po porannych ćwiczeniach jogi. Prowadzi aktywny tryb życia. Bije z niej energia, na twarzy jest zdrowy rumieniec i promienny uśmiech. Zaczynamy od tematów biznesowych, które szybko się zmieniają na osobiste, bo podejście do biznesu jest odzwierciedleniem podejścia do życia.

– Prowadzisz swoje biuro architektoniczne, czy zawsze wiedziałaś, że chcesz być business woman?

Prowadzę własną działalność i współpracuje z innymi specjalistami z zakresu architektury i budownictwa. Każdy z nas ma inne umiejętności i uprawnienia, dobieramy się w większe lub mniejsze zespoły w zależności od potrzeb. Bardzo cenie sobie taki styl pracy, kiedy sama jestem sobie dyrektorem i sama odpowiadam za zarządzanie moim czasem.

Kiedyś pracowałam na etacie w biurze projektowym, były to jednak tak małe pieniądze, że ledwo wystarczały na przeżycie. Szukałam więc możliwości i po godzinach dorabiałam realizując prywatne zlecenia. Gdzieś po cichu marzyłam o wolności i pracy na własny rachunek, ale małam w sobie lęk przed utratą bezpieczeństwa, bo nie do końca wierzyłam, że sobie poradzę. Na szczęście los postanowił mi pomóc …. zostałam zwolniona z pracy i dzięki temu jestem dziś niezależna.

– To jest doskonały przykład, jak na pierwszy rzut oka przeciwności losu możemy obrócić na własną korzyść. Jesteś bardzo odważna.

Stało się to w dobrym momencie mojego życia, wiele już wtedy zrobiłam, żeby odzyskać wiarę w siebie i odważnie wsiąść odpowiedzialność za własne życie.

– Co masz na myśli?

Musiałam się wiele nauczyć, żeby uwierzyć w swoje możliwości i odzyskać sprawczą moc. Kiedy wyszłam za mąż, podchodziłam do życia naiwnie, byłam dorosłym dzieckiem, które pozostawiło rodzicielską rolę mężowi. Mąż wziął ciężar odpowiedzialności na swoje barki, to on podejmował wszystkie decyzje, nadawał kierunek, mówił mi jak żyć. Obudziłam się dopiero wtedy, jak wszystko straciłam: męża, spokój psychiczny, poczucie własnej wartości.

– Jesteś teraz świadomą siebie kobietą, emanuje z Ciebie spokój i ciepło. Jak to odzyskałaś, jak się pozbierałaś?

Dostałam od życia dużego kopa i zabrałam się za działania, syn był dla mnie główną motywacją. To ze względu na niego zwróciłam się po pomóc psychologiczną. A tam poznałam wspaniałe kobiety, które znajdowały się w mniej lub bardziej trudnych sytuacjach życiowych. W każdej z nich, mimo wszystkich ciężarów rzeczywistości paliła się iskierka radości, nadziei. Zaraziły mnie tym.
Już około dwudziestu lat wspieramy się i uczymy się od siebie – cztery kobiety, każda ze swoimi wyzwaniami, ale i ambicjami. Każda z nich jest inspiracją dla mnie. Dużo rozmawiamy, śmiejemy się, robimy szalone rzeczy – na przykład ostatnio sesję do kalendarza ‘Aktywne Kobiety po 50-tce’. Ale przede wszystkim spotykamy się i celebrujemy każde ważne wydarzenie. Zapraszamy na nasze spotkania nasze córki.

– Czy takie grupy wsparcia są nam kobietom potrzebne?

Uważam, że my kobiety mamy sobie wiele do zaoferowania – jest w nas empatia, ciepło, chęć ulepszania świata, pomagania innym. W dawnych czasach było rzeczą oczywistą, że kobiety spotykały się i dzieliły swoimi doświadczeniami: babki, matki, córki i ich córki  – wszystkie były razem i uczyły się jedna od drugiej. Ja ciągle patrzyłam na swoją teściowa, bo mamę mi zabrał los za wcześnie. Mama jednak była mądra i oddała mnie w ręce innej kobiety, powierzając jej opiece. Patrząc widziałam jaką będę lub mogę być, co jest dobre a co nie chcę przyjąć do swojego przyszłego życia.

– Z czego jesteś najbadziej dumna w swoim życiu?

W nowej wersji siebie, podjęłam odpowiedzialność za swoje szczęście. Zrobiłam coś, o czym kiedyś nawet nie mogłam pomyśleć. Wyszłam do ludzi… sama. Zainspirował mnie do tego syn i jego patrzenie na świat.
Nauczyłam się cieszyć życiem samodzielnie, bez konieczności czyjegoś towarzystwa i pytania kogoś o pozwolenie. Nauczyłam się patrzeć na świat przez pryzmat możliwości, a nie ograniczeń. Jeśli chciałam wyjechać nad morze czy w góry, a nie miałam dość pieniędzy, szukałam znajomych którzy by mnie tam przygarneli. Odzyskałam wolność i niezależność finansową. Stałam się Panią samej siebie i wtedy się pojawił w moim życiu mężczyzna, z którym obecnie dzielimy życie.

– Jak teraz wygląda Twoja postawa w związku, czy dalej pozostawiasz wszystkie decyzje mężczyźnie?

Haha, teraz jestem przeciwieństwem tamtej siebie. Uczę się budować związek oparty na partnerstwie. Teraz to ja jestem osobą dominującą w związku, i bywa, że jest mi trudno oddać scenę i pole do działania mojemu partnerowi.

– W jaki sposób się uczysz partnerstwa?

Znaleźliśmy bardzo przyjemną metodę – tango argentyńskie, które stało się naszą pasja. Oprócz samej techniki tańca, tango uczy zaufania do partnera, wsłuchiwania się w jego rytm, wzajemnego szacunku. W tangu to mężczyzna jest liderem, prowadzącym, ale jednocześnie podąża on za kobietą. W tangu uczę się pewnej mądrej pokory, uczę się słuchać, rozumieć i czekać, a potem iść razem. To trudne, bardzo trudne dla wyzwolonej kobiety. To trudne też dla mężczyzny, jeśli ma taką kobietę.

– Czyli nauka nigdy się nie kończy?

Życie jest jak tango – obojętnie jak długo tańczysz, zawsze jest coś do ulepszenia – jakiś zawijasek nóżką, jakiś skręt. A każde potknięcie możemy przekuć na coś pozytywnego. I w tym jest cały jego smak i przyjemność.
Polecam wszystkim tango jako terapię. Dla kobiet nieśmiałych – żeby nabrały pewności siebie – idealny sposób. Dla kobiet zdecydowanych i pewnych siebie, żeby nauczyły się pewnej uwagi w życiu. To samo dotyczy mężczyzn. Na kursy przychodzą pary i single, bo to działa we wszystkich kierunkach.
Mam nadzieję tańczyć tango do końca życia!

– Życzę Ci tego! Bardzo dziękuję za szczerą i inspirującą rozmowę.

PODOBNE ARTYKUŁY

Anna – przedsiębiorcza kobieta na emigracji. O biznesie, macierzyństwie i odwadze